piątek, 4 kwietnia 2014

#1 Kopciuszek-Historia nieszczęśliwej miłości, w cieniu zarzyganych i przejedzonych sióstr ~Sandra i Bizzle. 1/2





Dawno, dawno temu (no moze nie az tak dawno, ale i tak dawno) w pięknym domu, trzeba dodać, że był również bardzo duży. (no może nie aż tak duży, jak myślicie) żył sobie Kopciuszek z macochą i dwiema dosyć brzydkimi przyrodnimi siostrami. One z kolei były jeszcze brzydsze, niż myślicie.
Kopciuszek jak zwykle siedział w kuchni, trochę zamszonej i pełnej mysz, szorując gary po stosach jedzenia, które jadła jedna z sióstr. Była ona więc za razem i brzydka i gruba. Dość pospolite połączenie, nie sądzicie?
Dziewczynka myła również podłogę. Zarzyganą podłogę, ponieważ trzeba dodać, że druga siostra była alkoholiczką. Obie tworzyły zgraną parę pogrążoną w nałogach jedzenia i picia. Cóż za ironia losu.
Dziewczyna była załamana ciągłym myciem garów i siedzenia na brudnej podłodze. Wtem do drzwi ktoś zadzwonił niczym dzwon kościelny. Był to poseł królewicza, który oznajmił macosze iż w zamku odbędzie się bal. 
Siostry były bardzo podekscytowane lecz poseł zapytał tylko: 
-to pani córki? 
Macocha z uśmiechem kiwnęła głową. 
-współczuję-odparł 
Po czym kobieta z oburzeniem zamknęła mu drzwi przed nosem. 
Kopciuszek szybko przybiegł do holu. Szybko czyli w godzinę, ponieważ dom był tak ogromny, ze gubiła się tam, co dwie minuty. 
Po drodze cztery razy przewróciła się na wymiocinach swojej siostry i trzy razy na resztkach jedzenia 
Biegnąc odkurzała i ścierała kurze z obrazów, a kabel od odkurzacza był długi niczym korytarz szkolny. Można powiedzieć, ze nawet 10 razy dłuższy 
W trakcie jej podróży przez dom siostry z macochą stały w nienaturalnych pozycjach z poprzedniej sceny, gdyż nie mogły nic zrobić, co wyjezdzaloby poza obręb tekstu, a ponieważ były znudzone, usiadły na brudnych kafelkach w holu 
 Raz biegnąc, raz idąc Kopciuszek wpadł również do toalety, bo dostał biegunki. Przy okazji pogadał z pająkami, a następnie starł pajęczyny z pomieszczenia. Gdy po godzinie drogi dotarł do holu półtonem krzyknął:
-ja też jestem zaproszona na bal? 
Nie wiadomo skąd Kopciuszek dowiedział się o balu, skoro był godzinę drogi w holu, a pózniej złapała go biegunka. No, ale okej. 
Siostry i tak na nią czekały, by móc wypowiedzieć swoje kwestie: 
-nie masz nawet sukienki-odparła gruba 
-jesteś cała brudna-dopowiedziała pijana 
Na co Kopciuszek odpowiedział:
-przez twoje rzygi, które zajmują kilometr sześcienny tego domu.
 I tak dalej, i tak dalej. Kłóciły się przez pewien okres czasu, aż do momentu balu 
 Kopciuszek został w domu. Samotny i opuszczony. Siostry wraz ze złą macochą, która się nie mieściła w drzwiach pojechały na książęcy bal. 
Było jej ogromnie trudno wsiąść do pojazdu, gdyż jej tyłek był tak duży, ze zakrył obie córki, więc postanowiła wziąść je na plecy. Niestety jedna od razu zaliczyła glebę, po czym druga zwymiotowała na tę pierwszą, leżącą na ulicy. Co dziwne, po drodze chciały złapać stopa, ale zatrzymał się podejrzany człowiek, który okazał się Trynkiewiczem, więc zaczęły uciekać.
 W tym czasie Kopciuszek jadł marchewkę i był nią tak pochłonięty, ze nie zauwazył zniknięcia sióstr. A tu nagle nikąd z szafki wyleciała mysz. Potem przyszła kolejna z drugiego pomieszczenia i narobiło się ich 40. Były to zmutowane myszy. Miały różdzki i skrzydełka. 
Dziewczynka zakłopotana całą tą sytuacją zapytała: 
 -co was do mnie sprowadza?
  -chcemy ci pomóc, zebys poszła na bal-odpowiedziała jedna z myszy. 
 -skąd wiecie o balu?-zapytał Kopciuszek 
-ktoś nam powiedział. Więcej nie pytaj. Już nic ci nie zdradzimy-chamskim tonem odpowiedziała mysz i potrząsnęła swoją magiczną różdzką.
  Młoda dziewczyna wraz z myszami przeniosła się do salonu kosmetycznego i fryzjerskiego 
-co my tu robimy?-spytała zmartwiona panienka 
 -mielismy ci zrobic operację plastyczną, ale to za duzo roboty, więc chociaz makijaz i fryzurę ci zrobimy.
 Po wszystkim pięknie uczesana i umalowana dziewczyna wybrała się na zakupy. Kupiła bogato zdobioną fioletową suknię i w tym samym kolorze pantofelki.
 Myszy zaczarowały arbuza w karocę i motyle w kolorowe jednorożce. Wystrojona dziewczyna pojechała na bal do zamku księcia Witolda. 
 Wchodząc do komnaty balowej zauważyła swoje siostry, które jej w ogóle nie poznały.
  Książę zauważył urodziwą dziewoję, poprosił ją do tańca i bawił się z nią do północy. 
O tejże godzinie dziewczyna wybiegła z balu gubiąc przy tym pantofelek. Wsiadła w czekającą na nią karocę i pojechała do domu. 
Książę wraz ze swoim sługą chodził od domu, do domu w poszukiwaniu zaginionej dziewczyny. 
Trafił do domu Kopciuszka, w którym były dwie przyrodnie siostry i macocha 
Grube, opasłe, wstrętne istoty dopadły księcia wyrywając mu z rąk pantofelek. Na szczęście to im się nie udało, gdyż książę zastosował chwyt karateki i obydwie upadły na brudną podłogę
  W tym samym czasie Kopciuszek zbiegł szybkim krokiem na dół. Oczywiście zajęło mu to godzinę
Książę zobaczył dziewczynę, rozpoznał piękność, z którą się bawił na balu i poprosił, aby przymierzyła pantofelek. Bucik pasował jak ulał.
Szczęśliwy Witold zabrał Kopciuszka do swojego królestwa. Tam wzięli ślub i żyli długo, długo, bardzo długo, jeszcze raz długo i prze szczęśliwie.
TO BE CONTINUED  

piątek, 28 marca 2014

ArtWorld #2: Uchwycić chwilę...

Człowiek od zawsze zafascynowany był chwilą. Od wieków chciał jakoś tą chwilę uchwycić, zatrzymać czas i utrwalić moment w jak najbardziej realistyczny sposób.



Od zarania dziejów ten cel przyświecał ludziom, choćby w postaci pradawnych malowideł w jaskiniach. Oczywiście, daleko było im do doskonałości; człowiek jednak nigdy nie zadowala się przeciętnością, toteż kolejne wieki przynosiły gwałtowny rozwój w tej materii.

Ogromną zmianę przyniosły starożytna Grecja i Rzym, gdzie z niebywałą i do dziś podziwianą precyzją oddawano atmosferę momentu, i to w bardzo przekonywujący sposób. W tamtejszych rzeźbach można dostrzec niezwykłą dbałość o szczegóły i fascynację perfekcją. Głównym motywem twórczości była mitologia - początkowo statyczne postaci bogów, z czasem zaczęły powstawać patetyczne, dramatyczne sceny bitew, emanujące ruchem i dynamizmem.



Wraz z nadejściem średniowiecza zmienił się stosunek do sztuki i człowieka. Teraz rzeźba i malarstwo nie miały zadziwiać i wyrażać piękna ludzkiego, a raczej ukazywać jego słabość i zarazem wielkość Boga. Postacie w malarstwie gotyckim mają nienaturalne, wydłużone proporcje, z kolei romańskie rzeźby są mało realistyczne, przedstawieni ludzie są jakby karłowaci. Gotyk znany jest jako "styl piękny", gdyż bardziej kładziono nacisk na dbałość o piękno, niż realizm.



Renesans to niewątpliwie powrót do antycznych źródeł, czyli znowu pojawiają się liczne realistyczne rzeźby (to wtedy działał Michał Anioł, którego "Dawida" zna chyba każdy). Z tego okresu zachowało się już o wiele więcej obrazów i są to pierwsze wieki, gdzie malarstwo było naprawdę wiarygodne i oddające realia.



Barok znany jest jako epoka niepokoju, chaosu, dynamizmu. Rzeźba tej epoki w bardzo wyraźny sposób dba o uchwycenie chwili, co widać przede wszystkim w dziełach Giovanniego Lorenza Berniniego. Niemniej dynamiczne było malarstwo (np. słynne "rubensowskie kształty").




Klasycyzm był kolejną epoką bezpośrednio nawiązującą do starożytności. Idealnym przykładem jest "Wolter" Jeana-Antoina Houdona - wygląda, jakby rzeczywiście był żywym człowiekiem, a wrażenie potęgują realistyczne szaty i niezwykła dbałość o szczegóły. W malarstwie podobnie dążono do doskonałości w ukazaniu realizmu chwili.


Wszystko diametralnie zmieniło się w XIX wieku, wraz z wynalezieniem fotografii. Ówcześni malarze zdali sobie sprawę, że nie ma sensu ukazywać na płótnie konkretnej sceny czy postaci, skoro to samo może zrobić aparat w ułamku sekundy. Stopniowo zaczęto odchodzić od malarstwa realistycznego, eksperymentując z formą dzieł. Tak powstały liczne kierunki, jak np. symbolizm, pointylizm (metoda nakładania pojedynczych punktów), impresjonizm (o bardzo dynamicznej, nieco niestarannej formie).


O ile w XIX w. część artystów wciąż uprawiała malarstwo realistyczne czy historyczne, o tyle w wieku XX całkowicie z tym zerwano. Od tamtej chwili obrazy miały być swobodną, subiektywną wypowiedzią artysty, nieograniczoną żadnymi kanonami. To okres działalności Picassa (który reprezentował kubizm) czy Salvadora Dali, kiedy powstawały liczne abstrakcje czy wizje przyszłości.


Osobiście jak najbardziej podzielam zdanie, że malarstwo już nie służy do odzwierciedlania rzeczywistości, gdyż to zadanie całkowicie przejęła fotografia. Malarstwo powinno wyrażać emocje, choć - przyznaję - często dla odbiorcy współczesne obrazy są dziwne i niezrozumiałe. Ja chyba najbardziej cenię sobie malarstwo będące połączeniem tajemniczej, futurystycznej wizji i realistycznego jej ukazania, lub wręcz przeciwnie - znanego wszystkim motywu i ciekawej formy. Typowe abstrakcje do mnie zazwyczaj nie przemawiają, choć sam lubię w ten sposób wyrażać siebie - zdarza się, że rysuję jakieś abstrakcyjne, ale i symboliczne szkice, co jest wspaniałym sposobem na "artystyczne wyżycie się", jak to nazywam. Jest mi wtedy też łatwiej zrozumieć twórców tego kierunku, bo zdaję sobie sprawę, że malowanie to przede wszystkim wyrażanie swoich emocji.
Poniżej kilka obrazów, które w jakiś sposób do mnie przemówiły (wybaczcie, ale nie mam czasu na umieszczanie przy każdym artysty i tytułu, gdyby ktoś był bardzo tym zainteresowany, niech pisze w komentarzu).







Jeśli chodzi o fotografię, to jest to dział na tyle obszerny, że postanowiłem szerzej go opisać w kolejnym poście, może wraz z mini kompendium na ten temat. Dziękuję za uwagę i do następnego razu :)





Stories by Sandra #1 The Love Story





Nawet jeśli się trochę skarżę-mówiło serce-to tylko dlatego, ze jestem sercem człowieka, a ono tak ma. Obawia się sięgnąć po swoje marzenia, ponieważ wydaje mu się, ze to jest nierealne. My serca umieramy na samą myśl o związkach, które nie miały przyszlosci, o chwilach, które mogły być takie piękne, lecz nie są, o skarbach, które mogły być odkryte, a są zamknięte. Gdy tak się dzieje, zawsze na koniec przeżywamy straszne męki.


 Uwielbiam, kiedy odkrywam w sobie naturę małego dziecka, które ciągle by się bawiło i nie przestawało, nawet gdyby było zmęczone.


 Sądze, ze po pewnym czasie orientujemy się, ze osoba, którą do tej pory traktowaliśmy jak powietrze jest nam coraz blizsza, wazniejsza i z kazdym kolejnym dniem potrzebujemy zamienić z nią kilka słów i zobaczyć jej uśmiech. Chcemy poczuć bliskość tej osoby.


Miłość jest zawsze nowa. Nie wazne, czy zakochujemy sie dwa razy czy pietnascie. Za kazdym razem to jest dla nas coś innego. Miłość moze nas pogrążyć w ogniu piekieł, albo zabrać ze sobą do bram raju-zawsze nas gdzieś poprowadzi. Czy chcemy czy nie to i tak musimy się z tym pogodzić, poniewaz ona jest zrodlem naszego istnienia. Milosci trzeba szukać wszędzie. Nawet jesli to trwa pare godzin, miesięcy czy lat. Zapamiętajcie sobie, ze gdy wyruszamy na poszukiwanie miłości-ona zawsze wyjdzie nam na przeciw.


 Milosc jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię i poddajesz się całkowicie innemu uczuciu. Następnego dnia chcesz więcej. Nawet jesli nie wpadłeś jeszcze w nałóg, to poczułeś jej smak i wierzysz, ze będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie parę minut, a zapominasz o niej na wiele godzin. Pozniej powoli się do niej przyzwyczajasz i stajesz się całkowicie zalezny. Wtedy myslisz o niej wiele godzin, a zapominasz na pare minut.  Gdy nie ma jej w poblizu wszystko nagle przestaje byc takie latwe. Czujesz w środku to, co narkomani, którzy są na głodzie. Oni kradną i ponizają się, by zdobyć to, czego tak bardzo pragną. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość.


 Angelika świętowała zakończenie liceum, gdy do klubu wszedł Bartek ze swoimi znajomymi. Dziewczyna starała się nie zwracać na niego uwagi, lecz nie mogla o nim zapomnieć. Próbowała robić wszystko, byleby o nim nie myśleć. Niestety to nie skutkowało. Zaczęła więc pić. Piła coraz więcej i więcej. Jakaś grupa ludzi siadła przy jej stoliku i zaczęli się wspólnie wygłupiać. Zapowiadało się bardzo dobrze. Ktoś nawet przyniósł grę na picie, która bardzo ich uzalezniła.Gdy skończyli w nią grac pijana Angelika poszła na parkiet. Po pewnym czasie dołączyl do niej jakiś chłopak. Czuła jego usta na swojej szyi, ale nie przeszkadzało jej to. Była zbyt pijana, by się sprzeciwiać. Alkohol coraz bardziej buzował w jej głowie i zaczęła kleić się do chłopaka i pozwalać mu na coś więcej. W pewnej chwili ktos do nich podszedl, uderzyl chlopaka w twarz i wyprowadził Angelikę z pomieszczenia.


 -Nigdy więcej nie pozwolę, żeby ktoś dotykał tego, co jest dla mnie najwazniejsze- powiedział Bartek biorąc dziewczynę na ręce po czym zaprowadził ją do swojego domu

niedziela, 23 marca 2014

Mystery K / Tajemnica K - Rozdział #1 Zaginiona Kate ( Część 3 ) ~ Bizzle

Sprawy zaczęły wymykać się im spod kontroli, chociaż na początku myśleli że ktoś robi sobie z nich jaja, teraz wydawało im się to bardziej niebezpieczne. Policja patrolowała najbliższe ulice przez parę dni, na jakiś czas sms'y od K ucichły. Rodzina Alex była jednak wciąż poddenerwowana, bojąc się o swoją córkę. Nie zamierzali jednak opuszczać nowego domu, z powodu jakiegoś głupiego wybryku.

Tydzień później

- Hej mamo, co dziś na śniadanie? - Zapytała zaspanym głosem Ann 
- Muszę dzisiaj wcześniej wyjść do pracy, musisz sobie sama zrobić śniadanie, ale nie martw się zaraz przyjdzie Rebecca.
- A no tak umówiłam się z nią dzisiaj, zapomniałam. A ty skąd o tym wiesz?
- Zadzwoniła, na domowy bo nie odbierałaś komórki.
- Aha, no dobra to pa mamo.
- Pa, trzymaj się, będę o 18.
- Okey.

- Hey, Rebecca tak ? - Zapytała Alex, która właśnie siedziała na ławce przed swoim domem.
- Tak, cześć. Coś się stało?
- Nie, tylko chciałam zapytać em. Wiesz może czy Jason ma kogoś na oku?
- Nie raczej nie, od zaginięcia Kate...
- Byli ze sobą?
- Nie, ale blisko siebie, czasem czuje że jemu mówiła i przebywała więcej czasu niż z nami. 
- Aha, rozumiem.
- No, ja muszę już lecieć umówiłam się z Ann, pogadamy później.
- To na razie.

W tym czasie Sam wracała taksówką z centrum, w którym była na zakupach, nagle na skrzyżowaniu jej uwagę przykuła jakaś dziewczyna. 
- Danielle? - Krzyknęła. 
Dziewczyna obróciła się gwałtownie, to była ona.
- Proszę się zatrzymać. - Powiedziała do taksówkarza, po czym otworzyła drzwi samochodu i zaprosiła Danielle do środka.
- Już możemy jechać. 
- Co tu robisz ? - Odwracając wzrok na szybę auta zapytała Sam.
- Byłam na korcie z Jessicą. - Z szerokim uśmiechem na twarzy odparła Danielle.
- Od kiedy twoja siostra gra w tenisa? - Zapytała żartem.
- Właśnie o to chodzi, że nie gra, nawet nie potrafi to Arthur ją zaprosił na kort.
- A ten jej nowy chłopak ? Kim on jest lekarzem? - Zapytała z zaciekawieniem.
- Nie to Jake, ten jest prawnikiem. 
- Właśnie czemu ona rozstała się z Jakiem on był taki przystojny! - Odrzekła wręcz z wyrzutem i niezrozumieniem.
- My.. zaczęła nieśmiało Danielle
- Co wy?
- On mnie pocałował. - Odparła szybko z nadzieją, że dziewczyna jej nie zrozumie.
- Jak to? 
- A ja odwzajemniłam mu pocałunkiem, bo wiesz... on od zawsze mi się podobał.
- Ahh Danielle. - Zaśmiała się, mocno ją przytulając.

Po domu Sumer'ów rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejdź. - Powiedziała Ann
Rebecca podeszła do kuchennego blatu i położyła na nim torebkę pytając:
- To co robimy?
- Jajecznicę. - Odrzekła dziewczyna.
- Hah ale nie o to mi chodzi.. nie jadłaś śniadania?
- A wyglądam na głodną?
- W sumie to tak.
- To nie jadłam.
Dziewczyny zrobiły jajecznicę, stłukły przy tym jedno jajko. Następnie obie ją zjadły i wyszły z domu. Widok był równie zaskakujący co wiadomość od K.
- Ona wróciła!? - Rebecca stanęła jak wryta.
- Czzy too? - Wyjąkała Ann.
Po czym jednogłośnie powiedziały:
- Amy!
- Cześć dziewczyny, co u Kate? - Zapytała ironicznie, po czym odeszła.

Po godzinie cała 5-tka spotkała się w szopie, po czym zaczęli rozmawiać.
- To co się stało dziewczyny? - Zapytał Jason.
- Amy wróciła! - Powiedziała Rebecca.
- Jak to! Nic jej nie jest? Już jest zdrowa? - Odrzekła przerażona Sam.
- Widziałam tylko, ze ma nogę w gipsie, szła z laską. - Wtrąciła Ann.
- Zapytała jeszcze " co tam u Kate " - Dodała Rebecca
- Ale przecież... Nikt nie wie co się stało tamtej nocy ! - Odparł Jason.
- Oprócz nas. Powiedziała zdenerwowana Danielle. - Po czym dodała:
- Pamiętacie?

Wszyscy cofnęli się pamięcią do nocy w, której wszystko się wydarzyło.
6-tka przyjaciół siedziała w pokoju Danielle, rozmawiając i śmiejąc się. Ann kręciła sobie włosy, Rebecca malowała paznokcie. Kate leżała na nogach Jasona czytając magazyn modowy, a on sam rozmawiał z Danielle o wypracowaniu na Angielski, które Sam właśnie starała się dokończyć. Każdy był zajęty, ale wszystkich zerwał nagły huk za oknem. Ann otworzyła okno, koło którego stała i wtedy zobaczyli leżącego na ziemi chłopaka, z rozbitym aparatem u boku. To był Ben, mieszkał w domu obok Danielle, szybko podbiegła do niego Amy, jego siostra. I zaczęli uciekać w stronę bramy wjazdowej. Kate krzyknęła:
- Robili nam zdjęcia! Musimy odzyskać aparat! Ben jest jakimś cholernym pedofilem... Szybko!
Wtedy wszyscy zaczęli ich ścigać.
- Stójcie tchórze! - Wywrzeszczała Kate.
Jason Biegł za Benem, reszta dziewczyn została z tyłu. Nagle Kate zauważyła, ze to Amy ma aparat, pobiegła za nią. Gdy ją dogoniła zaczęły się szarpać, było ciemno, po chwili zza rogu, zajechał szybko samochód, Kate popchnęła Amy na ulicę, po czym Auto ją potrąciło. Kierowca uciekł, dziewczyna leżała zakrwawiona na ulicy. Ann zadzwoniła na pogotowie i wszyscy uciekli z miejsca zdarzenia. Po paru dniach kiedy się ocknęła nic nie pamiętała, tylko to, że szarpała się z Kate i zobaczyła wielkie światło zmierzające w jej kierunku. Nie wiedziała, ze to Kate była winna wypadkowi, po jakimś czasie okazało się że ma uszkodzony kręgosłup i trafiła na wózek inwalidzki. Dodatkowo miała połamane dwa żebra, prawą rękę, skręconą kostkę, oraz wiele ubić. Policja zaczęła szukać sprawcy wypadku, a kierowca się nie odnalazł.

- Ale jak to możliwe!? Przypomniała sobie? W ogóle jak to się stało, że ona już nie jest na wózku? - Odparł wzburzony Jason.
- A jeśli ona nas oskarży? Będzie chciała się na nas zemścić! - Z przerażeniem powiedziała Sam.
- Nie ma na nas żadnego haka, to Kate wepchnęła ją pod samochód. Nie może nam nic zarzucić. - Spoglądając na przestraszoną Sam dodała Danielle.

Po pewnym czasie zdali sobie sprawę, że zrobiło się stosunkowo późno, opuścili szopę i odjechali do domów. Rodzice Danielle byli za miastem, więc poszła nocować do Ann. Natomiast Sam trafiła do domu Rebeccy, z którą uczyła się do testu z Biologii, co było dla niej zaskakujące bo był to dopiero drugi tydzień szkoły. Jason umówił się Alex na kolację w  pobliskiej knajpie, żeby porozmawiać i lepiej się poznać.
Wszyscy miło i przede wszystkim spokojnie spędzili wieczór i noc. Nastał dzień kolejny, cała piątka stała już w szkolnym korytarzu, rozmawiając i wyjmując rzeczy ze swoich szafek. Po chwili za ich plecami przeszła dobrze znana im postać, po czym zaczęli wzburzoną konwersację:
- Kiedy ona wróciła do szkoły? - Donośnym tonem odparła Rebecca
- Amy chyba naprawdę jest już zdrowa, tylko jak to się stało? - Wtrąciła Sam.
- To prawie nie możliwe, żeby po czymś takim być w tak dobrym stanie, że ona ma jeszcze siłę się uśmiechać! - Pół tonem krzyknęła Danielle.

Cała sytuacja wydała im się dziwna, chcieli dowiedzieć się czegoś więcej. Po szkole wybrali się do parku, żeby to przemyśleć. W tym czasie u Alex trwała budowa altany i równano pod nią teren. Wtedy wszyscy usłyszeli okropny dźwięk sms'a.
- Nie kopcie za głęboko, bo się wkopiecie. Miłego dnia suki ~ K
Starali się zrozumieć treść wiadomości, przez para naście minut, niestety rozmyślanie przerwał dźwięk kolejnego sms'a tym razem tylko do Jasona.

- Przyjdzie szybko do mojego domu, to ważne! - Alex
Kiedy byli już na miejscu, ujrzeli radiowóz i karetkę. Szybko podbiegli do dziewczyny i zapytali się co się stało?
- Znaleźli ciało. - Odpowiedziała.
- Czyje ciało? - Spytała zdenerwowana Ann
- Kate Benson. Tak mi przykro. - Odparła.

Byli załamani, dziewczyny się rozpłakały. To była Kate, została zakopana w swoim ogrodzie, karetka zawiozła ciało do kostnicy. Teraz byli już pewni, że to nie ona wysyła sms'y ale to i tak nie zostawiało im żadnej odpowiedzi. Byli przerażeni, ponieważ doszło do morderstwa, to nie było już zwykłe zaginięcie ale zbrodnia. Tej nocy wszyscy postanowili spać u Danielle, żeby się nie rozdzielać.

Rankiem we wszystkich gazetach widniały nagłówki:
" Kate Benson - zaginiona dziewczyna znaleziona martwa " " Zamordowana Kate Benson " i wiele innych. Ta cała sytuacja bardzo wszystkich przytłaczała. Zdawali sobie również sprawę z tego że morderca jest na wolności i może to być każdy. W szkole się nie rozdzielali, rodzina Alex była bardzo roztrzęsiona, w końcu od przeprowadzki spotykały ją same złe rzeczy. A teraz jeszcze ciało zaginionej dziewczyny w ogrodzie. Przyjaciele nie dopuszczali do siebie myśli, ze to naprawdę mogłaby być Kate, sądzili nawet, że może to być ktoś inny a ona nadal żyje. Wyniki autopsji miały przyjść dopiero następnego dnia, w tym czasie wszystko mogło się wydarzyć.

Po szkole udali się do Ann i siedzieli na podwórku, dołączyła do nich Alex ponieważ nie chciała siedzieć w tamtym domu, Jason zaproponował ,że może ją przenocować przez parę dni aż sprawa ucichnie. Mięli nadzieje, że po tym wszystkim K się już nie odezwie. Jednak byli w błędzie po paru minutach ciszy, usłyszeli dźwięk sms'ów. Przeczytali wiadomość razem:
- Spokojnie nie zniknę tak szybko jak myślicie, nie martwicie się o mnie jestem w cudownym stanie. Na waszym miejscu trzeba byłoby się martwić o was samych, ta sytuacja może źle się na was odbić, szczególnie kiedy będziecie wpychać nosy w nie swoje sprawy głupie suki ~ K


sobota, 22 marca 2014

MyWorld #1: Sens Życia

Długo zastanawiałem się nad tematem moich pierwszych Przemyśleń. Ostatecznie wziąłem na warsztat coś bardzo ogólnego i oklepanego, a zarazem niezmiernie trudnego i wciąż niezgłębionego. Sens życia.


Przez wieki rozmyślania o tym problemie były prezentowane w najróżniejszych wydaniach i całkowicie odmiennych spojrzeniach. Jednak nie zamierzam przytaczać tutaj przykładów z każdej epoki, bo to nie ma najmniejszego sensu z licznych powodów. Nie będę Was zamęczał cytatami (chociaż kilka dać muszę) i szkołami filozoficznymi, ale raczej zaprezentuję własną wizję.

Na pytanie o sens życia wierzący odpowie: wieczne zbawienie, artysta: sztuka, wiele osób wskaże zapewne miłość, może karierę, a totalny pesymista (a raczej ktoś popadający w depresję) nie widzi w życiu żadnego sensu. Jakie jest moje zdanie? Szczerze mówiąc, tkwi we mnie po trochu coś z każdej z powyższych postaw, a zapewne i dużo więcej.

W tym miejscu koniecznie muszę z Wami podzielić się pewnym cytatem, który w dużej mierze wyraża moje własne poglądy, czy raczej niepewność. Słowa są autorstwa Koheleta, a brzmią one: "Skąd wiadomo, czy tchnienie istot ludzkich wznosi się do góry, a tchnienie zwierząt na dół, do ziemi? W ten sposób zrozumiałem, że nie ma nic lepszego dla człowieka niż radość ze swoich dzieł. To jego cząstka, którą powinien się zadowolić. Bo któż go zaprowadzi tam, skąd mógłby zobaczyć, co będzie po nim?" (Koh 3, 21n). Polecam całą księgę Koheleta, która w dość ciekawy, często bezpośredni sposób opisuje ludzkie życie. Ja jednak póki co skupię się na tym fragmencie. Mamy tu po pierwsze wątpliwość w życie wieczne. To bardzo trudny temat, który chyba pojawia się w głowie każdego: co będzie potem? Jako katolik staram się wierzyć w życie wieczne, jednak rzeczą ludzką jest zwątpienie. Czasami, podobnie jak Kohelet, zastanawiam się: a co, jeśli po śmierci nic nie ma? Żadnych wspomnień, żadnej świadomości, nawet snów czy złudzenia czegokolwiek? Jest to okropna wizja i zawsze doprowadza mnie do wniosku: jeśli tak rzeczywiście jest, to po co w ogóle istnieje życie? Równie dobrze można by zdetonować kilkaset bomb atomowych na całej Ziemi, wszyscy w ciągu ułamka sekundy straciliby życie, a nie byłoby nawet nikogo do wyciągania konsekwencji czy choćby podziwiania naszego dorobku. Jednak wtedy odzywa się pozytywny głos i nutka wiary i nadziei. Tak, możecie mnie wyśmiewać, ale przyznaję się, że mimo wszystko jestem człowiekiem wierzącym, a przynajmniej staram się być. Nie tylko ze strachu czy obowiązku, ale czegoś o wiele głębszego - jednak nie czas teraz na tłumaczenie tego zagadnienia.
Jak powiedział kiedyś genialny reżyser, Krzysztof Kieślowski: "Czy przyszły świat istnieje? Myślę, że to jest piękna tajemnica, której nigdy nie wyjaśnimy. I bardzo dobrze, żeby ona została tajemnicą". No właśnie, bo gdybyśmy mieli 100-procentową pewność, że przyszłego życia nie ma, to po co żyć? A jeśli całkowitą świadomość, że takowe istnieje, to na co byłaby wiara?
W tej kwestii mam jeszcze jedno spostrzeżenie. Zgodnie ze słowami Koheleta i Kieślowskiego oraz naturalnej koleją rzeczy, nikt nie wie, czy po śmierci coś jest, nikt nie może tego udowodnić. Jednak zwykły rozsądek i logika nakazują dobre życie: bowiem jeśli zbawienie istnieje, masz wtedy na nie szanse. Jeśli natomiast nie istnieje, to na pewno mi wtedy nie powiesz: "Haha, miałem rację". A poza tym warto być dobrym człowiekiem choćby po to, aby czynić ten świat lepszym.

Ale skończmy już ze sprawami teologii. Czuję, że za bardzo się rozpisałem, a jeszcze tyle przede mną... Przejdźmy zatem do kolejnej części cytatu z Koheleta, związanego z "ludzkimi dziełami". W tym momencie odzywa się moja artystyczna dusza, bo te słowa rozumiem jako opis sztuki, czy ogólnie kultury. Jest to dla mnie bardzo ważne (odsyłam do serii ArtWorld) i uważam, że - pomijając już całkowicie życie pozagrobowe - szeroko pojęte dziedzictwo to główny sens ludzkości. W czym zachowa się nasza pamięć, jeśli nie w naszych dziełach? Do dziś pamiętamy o wielkich artystach czy naukowcach, a o ich wielkości świadczy wielkość ich dzieł. Życie wieczne można pojmować także jako pamięć wśród kolejnych pokoleń, zatroszczmy się zatem o to, aby pamiętano o nas. Twórzmy coś, albo po prostu żyjmy dobrze, solidnie wykonujmy swoje obowiązki, aby inni nas cenili i szanowali. "Dni szczęśliwego życia są policzone, dobre imię pozostanie na wieki" (Syr 41, 13).

Jednak chyba głównym celem życia wszystkich (no, może prawie wszystkich) ludzi jest szczęście. Nic z kolei tak nie uszczęśliwia, jak relacje międzyludzkie. Miłość, przyjaźń, wsparcie, pomoc innych osób, to coś, co daje prawdziwe, długotrwałe i głębokie szczęście. Każdy doznaje miłości, najpierw rodzicielskiej, a później tej w najbardziej powszechnym rozumowaniu. Dla niektórych jedynym celem jest życie u boku ukochanej osoby, inni niestety nie mogą tego zaznać. Wszystkich nas łączy jednak pragnienie i zdolność do miłości. Na drugim planie stoją wszelakie przyjemności i zainteresowania, które również są niezmiernie ważne w kreowaniu szczęśliwego życia. Warto nauczyć się czerpać radość z drobnych przyjemności, aby utrzymać uśmiech na naszych twarzach. Nie przejmujmy się opinią innych, róbmy to, co lubimy i spełniajmy nasze pasje. Życie jest takie krótkie, naprawdę wspaniale jest korzystać z niego poprzez czerpanie z niego radości.


Zatem podsumujmy. Według mnie głównym celem i sensem egzystencji są: dobro i codzienna solidność; tworzenie czegoś, co ułatwi lub uprzyjemni życie innym; wreszcie szeroko pojęte szczęście, od drobnych przyjemności po miłość i uczucie spełnienia. Oczywiście nie uważam, że wyczerpałem temat, raczej tylko go musnąłem, ale i tak mam obawy co do nadmiernej objętości moich tekstów. Żegnam się więc z Wami,  dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca mojego filozoficznego wywyodu, a na zakończenie życzę powodzenia w odnalezienia swojego celu w życiu :)
Do następnego razu.


piątek, 21 marca 2014

Splątana myślami #2 Net Lif@

Witajcie ponownie! Długo myślałam, o czym mam napisać. Stwierdziłam więc, że napiszę o życiu w internecie.
Moim zdaniem WIĘKSZOŚĆ "fejmów" uważa się za lepszych od innych, tylko dlatego, ze mają więcej lajków.
Oczywiście wszyscy, dobrze wiemy, ze lajki to nie wszystko, prawda? To nie zmieni Waszego życia, ani nic. Jak to mówią lajki to tylko liczba, nie? ;D
Kolejna rzeczy, jaka mnie denerwuje, to te obrazki, co ludzie wstawiają typu "Każda kobieta jest piękna na swój sposób" itp, a tak w realu to, gdy zobaczą np otyłą osobę, od razu wyzywają od świń czy coś w tym rodzaju.
Przecież to jest chore. Tak jakby to były całkowicie 2 inne osoby. W internecie człowiek potrafi wszystko zrobić dla lajków.
Na co komu ta cała "popularność" w internecie? Przecież to nic nie daje..
Ci ludzie już nie mają co robić, tylko całe dnie spędzać na asku, nabijając sobie coraz to więcej lajków.
 Ta sytuacja pasuje mi do tego obrazka:
Jak już wspominałam nie wszystkich osób to się tyczy. Niektórzy naprawdę sobie zasłuzyli na te lajki, bo mają mądre odpowiedzi i ludzie to doceniają ;)
Chciałabym jeszcze poruszyć temat o internetowym życiu. Dla większości ludzi internet staje się drugim domem. Większość osób woli poznać ludzi przez internet i mieć z nimi blizsze kontakty niz z rodziną.
Bardziej ufają obcym ludziom, niz przyjaciołom. Myślą, ze mogą im się wyżalić, a na realnych przyjaciół nie mają co liczyć.
Przejmują się tez internetowymi hejtami. Z jednego małego hejta potrafią sobie zrobić naprawdę ogromną krzywdę.
Nie da się im wytłumaczyć, ze nie powinni się przejmować hejtami. Wszystko biorą na powaznie. Im bardziej na powaznie wszystko bierzesz, tym słabsza Ci się psychika robi.
Teraz podejmę nieco trudniejszy temat. Mianowicie internetowe związki.
Ludzie dzielą się m.in na tych co w nie wierzą i na tych co nie wierzą.
Dużo osób hejtuje takich ludzi, co są w związku na odległość. Nie wiem dlaczego. Przecież tacy ludzie też mogą być szczęśliwi, prawda? Mają mocniejsze nerwy, psychikę i to umacnia bardziej ich związek. :)
To tyle jeśli chodzi o ten temat.
Do kolejnego postu ;)




czwartek, 20 marca 2014

What Things Charles? #1 O akceptacji i docenianiu siebie.

Hejka :D Jak widać, lub nie to pierwszy temat moich przemyśleń ;) Dziś chcę przedstawić wam akceptacje ludzi i docenianie samego siebie jak wskazuje tytuł. To do rzeczy:
Ten post nie jest przeznaczony dla wszystkich. Jest on kierowany glównie do osób z niską, lub bardzo niską saooceną. Wszyscy bardzo dobrze wiemy, ze żyjemy w okropnych czasach, gdzie nietolerancja czeka na nas praktycznie na każdym kroku. Wystarczy, że tylko trochę będziemy różnić się od ludzi w, których otoczeniu żyjemy, a oni już znajdą powód do tego by zacząć mieszać nas z błotem. Dobrze wiem jak to jest,  moja przygoda z tym, że tak to nazwę " wybrykiem natury " zaczęła się 7 lat temu. Kiedy się przeprowadziłem, na początku wszystko wydawało się spoko, nowi znajomi tak dalej. Nie zapominajmy że patrzyłem na świat oczami siedmioletniego dziecka :P Sielanka po połowie roku zaczęła się robić z lekka toksyczna, już tlumaczę w jaki sposób. Znajomi  przez to że byłem nowy traktowali mnie gorzej, jakby miejsce gdziezamieszkałem było ich własnością, ich terytorium. Pewnien chłopak zaczął mnie dręczyć, w końcu inni zobaczyli że też mogą, ponieważ kiedyś byłem pacyfistą, w pewnym stopniu nadal jestem, ale kiedy jestem w sytuacji zagrożenia to przecież muszę się bronić, ale raczej unikam przemocy. A więc dalej: W szkole też nie za bardzo mnie lubiono, więc i na osiedli i w szkole miałem koszmar, oczywiście nadal patrząc na to z perspektywy dziecka. Teraz po siedmiu latach nadal jestem dręczony i to już na dużą skalę ^^ Ale teraz już się tym nie przejmuję, mam gdzieś opinię innych i ich bluzganie na mnie. Niestety, dla niektórych dręczenie i brak akceptacji wśród znajomych, to dopiero nowe przeżycie i jest to coś bardzo ciężkiego. Musimy jednak zapamiętać , że złe opinie innych na nasz temat czy też ciągłe prześladowanie, swiadczy o naszej odmienności, co nie znaczy że jesteśmy gorsi. Odmienność to coś a co nie stać naszego społeczeństwa, wszyscy są tacy sami, tak samo nudni i banalni, więc kiedy zauważają, że ktoś jest inny  jest to dla nich po prostu coś chorego i wykraczającego poza ich małą psychikę. Ci ludzie kiedyś zrozumieją to że nie chcą yć tacy jak inni ale do tego potrzeba czasu i dojrzałości. Osoby, które są odmienne, mają po prostu bardziej rozwiniętą psychikę i są bardziej dojrzali. Musimy nauczyć się ignorować naszych "oprawców" bo to zaboli ich najbardziej, kiedy będziemy reagować na odzywki ta osoba będzie wiedziała że jesteśmy słabi i ze obchodzi nas jej zdanie na nasz temat. Nie stwarzajmy im takich pozorów, tylko brnijmy do przodu z głową w górze. Dobra pierwsza częśc już za nami, teraz czas na docenienia siebie:
Niedawno odkryłem, no moze nie odkryłem ale wytłumaczyłem sobie pewne rzeczy i sprawy. Po czym doszedłem do wniosku, że by ktoś mógł mnie pokochać i żebym ja mógł pokochać kogoś, muszę zaakceptować i zacząć doceniać samego siebie, żeby inne osoby nie dostrzegały tylko zakompleksionego chłopaka. Musimy pokazać ludziom co tak naprawdę w nas tkwi by nie oceniali nas po okładce, i odkładali na półkę, niczym niezbyt ciekawą książkę. Każdy z nas jest wartościowy, szkoda że niekiedy trudno nam to powiedzieć o nas samych. Ja mam niską samoocenę, wiem o tym, ale staram się nad sobą pracować i robić wszystko byzaakceptować siebie takiego jakim jestem. Nie zmieniajmy się dla ludzi oni nie są tego warci, zostańmy tacy jacy jesteśmy, bo w głębi naszych dusz jesteśmy dla siebie idealni. Odkrywanie siebie to naprawdę ważna sprawa, to tak jak z próbowaniem nowych rzeczy, jeżeli czegoś nie spróbujesz nie dowiesz się jaki ma smak, czy jest smaczne, czy też gorzkie. Musimy odkrywać siebie kawałek po kawałku, musimy zauważać to co nas interesuje, to co lubimy, a czego nie. To jakie są nasze pozytywy a jakie nasze wady. Bo tylko fragmenty naszej duszy i naszego życia, potrafią złożyć się w jedną całość, bez jednego elementu upadną. W naszym przypadku brakuje odnalezienia w sobie pozytywnych cech, bez nich po pewnym czasie upadniemy i w oczach innych, jak i w naszych staniemy się nikim. To nie jest łatwe, ale uczmy się tego jak chodzenia czy mówienia, kroczek po kroczku, słowo po słowie pomalutku. Tak jak przed tęczą musi padac deszcz, tak przed docenieniem musi być akceptacja. Musimy robić to chronologicznie, by odnaleźć w tym prawdziwy sens. Dla nas nadszedł czas na zmiany, nie jutro, nie za tydzień ie czekaj z tym i zacznij już dziś. Stań przed lustrem i zanij prawić sobie komplementy, zacznij przyglądać się sobie i zacznij odnajdywać w sobie pozytywy, bo pamiętaj tylko małymi kroczkami możesz coś zmienić.

Myślę, że ode mnie to by było już na tyle, mam nadzieję że w jakikolwiek sposób weźmiecie na poważnie moje słowa. Teraz dodam tak jak kiedyś, cytat, obrazek i gifa a wam życzę miłego ( wstawicie tu sobie porę dnia w której to czytacie xD ) I do zobaczenia. Czesć i czołem, jestem padołem :D !

" Zaczynajmy od małych rzeczy, a po pewnym czasie zacznijmy dostrzegać jakie wielkie przynoszą zmiany "