sobota, 22 marca 2014

MyWorld #1: Sens Życia

Długo zastanawiałem się nad tematem moich pierwszych Przemyśleń. Ostatecznie wziąłem na warsztat coś bardzo ogólnego i oklepanego, a zarazem niezmiernie trudnego i wciąż niezgłębionego. Sens życia.


Przez wieki rozmyślania o tym problemie były prezentowane w najróżniejszych wydaniach i całkowicie odmiennych spojrzeniach. Jednak nie zamierzam przytaczać tutaj przykładów z każdej epoki, bo to nie ma najmniejszego sensu z licznych powodów. Nie będę Was zamęczał cytatami (chociaż kilka dać muszę) i szkołami filozoficznymi, ale raczej zaprezentuję własną wizję.

Na pytanie o sens życia wierzący odpowie: wieczne zbawienie, artysta: sztuka, wiele osób wskaże zapewne miłość, może karierę, a totalny pesymista (a raczej ktoś popadający w depresję) nie widzi w życiu żadnego sensu. Jakie jest moje zdanie? Szczerze mówiąc, tkwi we mnie po trochu coś z każdej z powyższych postaw, a zapewne i dużo więcej.

W tym miejscu koniecznie muszę z Wami podzielić się pewnym cytatem, który w dużej mierze wyraża moje własne poglądy, czy raczej niepewność. Słowa są autorstwa Koheleta, a brzmią one: "Skąd wiadomo, czy tchnienie istot ludzkich wznosi się do góry, a tchnienie zwierząt na dół, do ziemi? W ten sposób zrozumiałem, że nie ma nic lepszego dla człowieka niż radość ze swoich dzieł. To jego cząstka, którą powinien się zadowolić. Bo któż go zaprowadzi tam, skąd mógłby zobaczyć, co będzie po nim?" (Koh 3, 21n). Polecam całą księgę Koheleta, która w dość ciekawy, często bezpośredni sposób opisuje ludzkie życie. Ja jednak póki co skupię się na tym fragmencie. Mamy tu po pierwsze wątpliwość w życie wieczne. To bardzo trudny temat, który chyba pojawia się w głowie każdego: co będzie potem? Jako katolik staram się wierzyć w życie wieczne, jednak rzeczą ludzką jest zwątpienie. Czasami, podobnie jak Kohelet, zastanawiam się: a co, jeśli po śmierci nic nie ma? Żadnych wspomnień, żadnej świadomości, nawet snów czy złudzenia czegokolwiek? Jest to okropna wizja i zawsze doprowadza mnie do wniosku: jeśli tak rzeczywiście jest, to po co w ogóle istnieje życie? Równie dobrze można by zdetonować kilkaset bomb atomowych na całej Ziemi, wszyscy w ciągu ułamka sekundy straciliby życie, a nie byłoby nawet nikogo do wyciągania konsekwencji czy choćby podziwiania naszego dorobku. Jednak wtedy odzywa się pozytywny głos i nutka wiary i nadziei. Tak, możecie mnie wyśmiewać, ale przyznaję się, że mimo wszystko jestem człowiekiem wierzącym, a przynajmniej staram się być. Nie tylko ze strachu czy obowiązku, ale czegoś o wiele głębszego - jednak nie czas teraz na tłumaczenie tego zagadnienia.
Jak powiedział kiedyś genialny reżyser, Krzysztof Kieślowski: "Czy przyszły świat istnieje? Myślę, że to jest piękna tajemnica, której nigdy nie wyjaśnimy. I bardzo dobrze, żeby ona została tajemnicą". No właśnie, bo gdybyśmy mieli 100-procentową pewność, że przyszłego życia nie ma, to po co żyć? A jeśli całkowitą świadomość, że takowe istnieje, to na co byłaby wiara?
W tej kwestii mam jeszcze jedno spostrzeżenie. Zgodnie ze słowami Koheleta i Kieślowskiego oraz naturalnej koleją rzeczy, nikt nie wie, czy po śmierci coś jest, nikt nie może tego udowodnić. Jednak zwykły rozsądek i logika nakazują dobre życie: bowiem jeśli zbawienie istnieje, masz wtedy na nie szanse. Jeśli natomiast nie istnieje, to na pewno mi wtedy nie powiesz: "Haha, miałem rację". A poza tym warto być dobrym człowiekiem choćby po to, aby czynić ten świat lepszym.

Ale skończmy już ze sprawami teologii. Czuję, że za bardzo się rozpisałem, a jeszcze tyle przede mną... Przejdźmy zatem do kolejnej części cytatu z Koheleta, związanego z "ludzkimi dziełami". W tym momencie odzywa się moja artystyczna dusza, bo te słowa rozumiem jako opis sztuki, czy ogólnie kultury. Jest to dla mnie bardzo ważne (odsyłam do serii ArtWorld) i uważam, że - pomijając już całkowicie życie pozagrobowe - szeroko pojęte dziedzictwo to główny sens ludzkości. W czym zachowa się nasza pamięć, jeśli nie w naszych dziełach? Do dziś pamiętamy o wielkich artystach czy naukowcach, a o ich wielkości świadczy wielkość ich dzieł. Życie wieczne można pojmować także jako pamięć wśród kolejnych pokoleń, zatroszczmy się zatem o to, aby pamiętano o nas. Twórzmy coś, albo po prostu żyjmy dobrze, solidnie wykonujmy swoje obowiązki, aby inni nas cenili i szanowali. "Dni szczęśliwego życia są policzone, dobre imię pozostanie na wieki" (Syr 41, 13).

Jednak chyba głównym celem życia wszystkich (no, może prawie wszystkich) ludzi jest szczęście. Nic z kolei tak nie uszczęśliwia, jak relacje międzyludzkie. Miłość, przyjaźń, wsparcie, pomoc innych osób, to coś, co daje prawdziwe, długotrwałe i głębokie szczęście. Każdy doznaje miłości, najpierw rodzicielskiej, a później tej w najbardziej powszechnym rozumowaniu. Dla niektórych jedynym celem jest życie u boku ukochanej osoby, inni niestety nie mogą tego zaznać. Wszystkich nas łączy jednak pragnienie i zdolność do miłości. Na drugim planie stoją wszelakie przyjemności i zainteresowania, które również są niezmiernie ważne w kreowaniu szczęśliwego życia. Warto nauczyć się czerpać radość z drobnych przyjemności, aby utrzymać uśmiech na naszych twarzach. Nie przejmujmy się opinią innych, róbmy to, co lubimy i spełniajmy nasze pasje. Życie jest takie krótkie, naprawdę wspaniale jest korzystać z niego poprzez czerpanie z niego radości.


Zatem podsumujmy. Według mnie głównym celem i sensem egzystencji są: dobro i codzienna solidność; tworzenie czegoś, co ułatwi lub uprzyjemni życie innym; wreszcie szeroko pojęte szczęście, od drobnych przyjemności po miłość i uczucie spełnienia. Oczywiście nie uważam, że wyczerpałem temat, raczej tylko go musnąłem, ale i tak mam obawy co do nadmiernej objętości moich tekstów. Żegnam się więc z Wami,  dziękuję wszystkim, którzy wytrwali do końca mojego filozoficznego wywyodu, a na zakończenie życzę powodzenia w odnalezienia swojego celu w życiu :)
Do następnego razu.


1 komentarz:

  1. Macie fajny blog, szkoda że teraz nie mogę zaobserwować bo z chęcią bym chciała :D Zapraszam do mnie http://mania-maniaaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń